Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

Iława

Trasa, którą zmierzała francuska jazda prowadziła niedaleko od ich pozycji, mieli więc dobry widok na przejeżdżających żołnierzy, którzy docierając następnie na otwarty teren, zaczęli rozwijać szyki. Przed ich oczami przemieszczał się bezmiar kawalerii, pod tak wieloma sztandarami i w tak zróżnicowanych mundurach, iż wydawało się, że mają przed sobą całą konnicę Francji. Kiedy wydawało się, że zaraz zobaczą koniec atakującego zgrupowania, zaraz pojawiały się kolejne oddziały, a po nich jeszcze kolejne, sunąc niekończącą się lawiną, która była nie do zatrzymania. Serge nie potrafił nazwać wszystkich rodzajów atakującej jazdy, ale bez problemu rozpoznał kirasjerów: dosiadających ogromnych wierzchowców wysokich żołnierzy, chronionych przez metalowe napierśniki, z hełmami na głowach, do których przymocowane były długie, opadające na plecy ogony z końskiego włosia. Uzbrojeni w długie pałasze, mogli zmiażdżyć każdy inny typ jazdy i każdą formację piechoty, która wcześniej nie została przygotowana na taki atak. 

– Ale ich dużo, pewnie tysiące – niespodziewanie odezwał się w pewnej chwili Arthur – Przepędzą ruską jazdę, może dzięki temu mamy jakąś szansę żeby z tego wyjść żywi.

Nadzieja na to rosła z każdą chwilą: tak wielkie zgrupowanie kawalerii niemal natychmiast oczyściło całe centrum pola bitwy, gdyż wroga jazda albo uciekła albo była miażdżona przez przeważające siły Francuzów. Mimo to, żaden z nich nie odważył się jeszcze ruszyć ze swojego miejsca na cmentarzu, czekając aż przejedzie reszta kawalerii. 

Po jakimś czasie, z kierunku w którym galopowała jazda dało się słyszeć szczęk oręża, artylerię, salwy z muszkietów i liczne pojedyncze wystrzały. Okrzyki wydawane przez tysiące gardeł były tak donośne, że ze swojego miejsca słyszeli je bez najmniejszego problemu. Nie ulegało wątpliwości, że trwała tam zażarta walka, ale nie mogli stwierdzić, czy masowa szarża zdołała przełamać rosyjskie linie, czy została odparta. Niektóre oddziały jazdy wycofywały się, ale potem zawracały i ponownie atakowały wroga. Wkrótce zauważyli, że na pomoc walczącym ruszyło jeszcze więcej francuskiej kawalerii, wśród której wyróżniali się jeźdzcy w wysokich, futrzanych czapkach.

– Nic tu po nas – Arthur oderwał Serge’a od tego hipnotyzującego widoku – Spróbujmy znaleźć to co zostało z naszego pułku, zanim wypatrzy nas ktoś nieodpowiedni i zacznie pytać co robimy tak daleko od swojej jednostki.

– Mam Cię nieść? Masz trupiobladą twarz, nie wyglądasz najlepiej.

– Dziękuję za diagnozę doktorze, poradzę sobie. Nawet nie musisz mnie już podtrzymywać.

I rzeczywiście, jego towarzysz znalazł w sobie wystarczająco dużo siły aby kuśtykać o własnych siłach. Przeszli przez cmentarz, minęli małą kapliczkę, aż w końcu pośród zrujnowanych przedmieść zauważyli mnóstwo rozproszonych żołnierzy, którzy musieli przynależeć do ich nieszczęsnego korpusu. Po jakimś czasie udało im się wypatrzyć grupę ludzi w charakterystycznych, wyróżniających się niebieskich spodniach lekkiej piechoty, którzy okazali się przynależeć do 16 Pułku. Nikt nimi nie dowodził, oficerowie jakby zapadli się pod ziemię, dlatego po prostu przysiedli pośród nich, licząc, że jeżeli ktoś będzie próbował ich zgromadzić, to tylko po to, aby rozdysponować żywność i wino. Atmosfera była grobowa, gdyż znajdowało się tutaj wiele poważnie rannych osób, którym nikt nie pomagał. Wprawdzie gdzieniegdzie dało się zauważyć medyków, którzy próbowali znaleźć tych, których będzie dało się uratować, ale było ich zdecydowanie za mało i większość nieszczęśników pozbawiona była jakiegokolwiek wsparcia, leżąc wprost na gołej ziemi, bez koców, wody, alkoholu i opatrunków. Serge rozumiał już, dlaczego Arthur tak lekceważąco podchodził do swojej rany – w porównaniu do obrażeń jakich doznali inni, było to niegroźne skaleczenie, z którym można było sobie poradzić wygotowanym winem i czystym bandażem. 

Po niecałej godzinie, do francuskich linii zaczęła powracać kawaleria, która wcześniej przeprowadzała oglądany przez nich zmasowany atak. Nadal byli niewiarygodnie liczni, ale nie dało się ustalić, czy powracali zwycięzcy, czy pobici. Według Serge’a nie wyglądało na to, aby uciekali w panice, więc w najgorszym wypadku po prostu nie zdołali rozbić rosyjskich szeregów. Wkrótce wszyscy dookoła zostali postawieni na nogi, gdyż w oddali zauważono ogromną rosyjską kolumnę, składającą się może nawet z kilku tysięcy żołnierzy, która w zdecydowany sposób maszerowała w ich kierunku. Wśród resztek pułku pojawił się zastępca jego dowódcy, który próbował zebrać jak najwięcej ludzi, na wypadek gdyby rosyjski atak dotarł do miasta, ale szybko zdał sobie sprawę, że straty wśród oficerów i podoficerów były tak ogromne, że sformowanie nawet pojedynczej kompanii byłoby niezwykle trudne, nie mówiąc już o próbie odtworzenia batalionów. Było zbyt wielu zabitych, zbyt wielu rannych, a większość była rozproszona na cztery wiatry i z uwagi na brak większości dowódców niskiego szczebla nie było nikogo, kto mógłby wdrożyć w życie wydane rozkazy. Pozostałości 16 Pułku, wśród nich Serge i Arthur, stały się więc biernymi obserwatorami rosyjskiego natarcia. Wroga kolumna szybko zbliżała się do francuskich linii, atakując z takim samym animuszem jak jednostka, która wcześniej pobiła ich szarżą na bagnety. Teraz jednak Rosjanie nie mieli przed sobą szczątków korpusu rozbitego artyleryjską nawałą. Wkrótce stronę w Rosjan został skierowany silny ogień francuskich dział, żłobiąc głębokie wyrwy w atakującej kolumnie. Potem skierowano przeciwko nim świeże jednostki piechoty, które wdały się z Rosjanami w walkę ogniową. Spalany dym prochowy kompletnie przesłonił walczących, nie mogli więc dokładnie śledzić jak przebiegał pojedynek. Po jakimś czasie zauważyli jednak, że na obie flanki Rosjan została skierowana kawaleria, która zniknęła w tej sztucznej, śmierdzącej mgle. Wkrótce ostrzał zaczął słabnąć, wiatr przegnał wiszący nad walczącymi dym i zdali sobie sprawę, że rosyjska kolumna została zatrzymana i zmuszona do odwrotu, zostawiając za sobą znaczą liczbę zabitych oraz rannych. Kilka osób wiwatowało widząc sukces towarzyszy, ale ogólne nastroje dalekie były od jakiejkolwiek radości.

Zdawali sobie sprawę, że bitwa nie została jeszcze zakończona. W zajmowanym przez nich centrum żadna ze stron nie wysyłała już do walki żadnych oddziałów, ale artyleria po obu stronach nie przestawała pracować, a odgłosy toczącej się bitwy przeniosły się na prawą flankę. Tam też ruszały te oddziały, które do tej pory nie weszły do walki albo wręcz wydawały się dopiero docierać na pole bitwy. Serge starał się odpocząć, wykorzystując spokój, który był im dany, ale nie będąc pewny jak zakończy się ten dzień, nie potrafił opanować nerwów i drżenia dłoni. Nigdzie nie widział dowódcy swojej kompanii, Louisa, którego za karę przeniesiono do pierwszego szeregu, ani kaprala, który jeszcze przed bitwą przypilnował, żeby zadbał o swoją broń. Mijały kolejne godziny, walki nie ustawały, a krótki zimowy dzień zbliżał się ku końcowi. Pole bitwy ogarniał mrok, na tle którego wystrzały stały się bardzo wyraźne, ale jednocześnie coraz odleglejsze, jak gdyby bitwa coraz bardziej się od nich oddalała. Głód wiercił mu żołądek, gdyż oprócz porannego śniadania złożonego z resztek chleba nic dzisiaj nie jadł. W końcu, gdy zrobiło się całkowicie ciemno, zdecydował się ruszyć w miasto, w poszukiwaniu żywności, alkoholu i jakiegoś czystego opatrunku dla Arthura – jeżeli nie znajdzie tego ostatniego, to spróbują wykonać go z oderwanego kawałka własnej odzieży. Na szczęście krwotok z jego rany ustał i nie groziło mu śmiertelne wykrwawienie, ciągle jednak musieli obawiać się wdania się zakażenia. Gdy jednak tylko skierował się między uliczki, został trochę poproszony, a trochę zmuszony do pomocy przy przenoszeniu ciężko rannych na noszach, czego nie mógł odmówić. Przed jednym z budynków prawie zwymiotował, patrząc na zgromadzony przy wejściu stos amputowanych kończyn. Gdy udało mu się uwolnić od tego zadania, zastała go rozchodząca się w błyskawicznym tempie wiadomość: walki dobiegły końca, Rosjanie wycofali się pod naporem wojsk na prawej flance! Radość była jednak bardzo powściągliwa, ze względu na stan okupujących miasto Francuzów, wyniszczonych przez całodniową bitwę, głód i zimno. 

– Hura, wspaniale – pomyślał Serge – Jeżeli to jest zwycięstwo, to jak wygląda porażka?

Za największą wygraną tego dnia uznał znalezienie w środku nocy markietanki, u której za pieniądze przekazane mu na ten cel przez Arthura zdołał kupić pół litra wina, kilka sucharów, czysty kawałek materiału i maleńki kawałek słoniny.

– WM

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress