Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

Iława

Opady zelżały i widoczność stała się znacznie lepsza. Z tego miejsca byli nawet w stanie zobaczyć budynki miasta, z którego jeszcze niedawno przypuścili nieszczęsny atak na rosyjskie pozycje.  Wycieńczeni zatrzymali się na chwilę i dopiero teraz zdali sobie sprawę z rozmiarów rzezi, w jakiej przyszło im brać udział. Jak okiem sięgnąć pole pokrywały ciała zabitych i rannych, którzy nie mogli liczyć na jakąkolwiek pomoc. Między nimi krążyli kawalerzyści, nie ustając w pościgu za uchodzącymi Francuzami. 

– Musimy wrócić do naszych, bo w końcu ruscy nas dopadną – stwierdził Serge, spoglądając na zakrwawioną nogę swojego towarzysza – Dasz radę iść?

– Spróbuję. Miałem szczęście, kula trafiła mnie w łydkę i chyba wyszła na wylot. Gdyby trafiła kawałek dalej, to  leżałbym na tym polu z pogruchotanym piszczelem. 

Ruszyli przed siebie, ciągle pozostając w strachu przed kawalerią. Za ich plecami dało się słyszeć wystrzały z muszkietów.

– Jak się nazywasz? – zapytał Serge, przypominając sobie o starszym żołnierzu, który zginął na jego oczach, zanim zdołał zadać to pytanie.

– Arthur Simon, 1 batalion 16 Pułku Lekkiej Piechoty. A Ty?

– Serge Martin, ten sam batalion, ten sam pułk.

– Naprawdę? Nie znam Cię, najwidoczniej służymy w innych kompaniach. Te sukinsyny poprowadziły nas prosto na ruską artylerię – stwierdził ze złością Arthur. – Nie mieliśmy żadnych szans, będzie dobrze jak przeżyje chociaż połowa naszych. Jena była igraszką w porównaniu do tego co stało się tutaj, prawda?

– Nie walczyłem tam, dołączyłem do pułku kilkanaście dni temu.

– Nie żartujesz sobie? – gorzko się roześmiał – Nieźle wpadłeś, witamy w Grande Armee.

Po chwili zostali wyprzedzeni przez żołnierza wyróżniającego się żółtymi elementami umundurowania, który minął ich, kompletnie nie zwracając na nich uwagi, jakby cały świat przestał dla niego istnieć. 

– Woltyżer – stwierdził Arthur – Nawet najlepsze kompanie nie wytrzymały tego starcia.

Za ich plecami trąbki grały złowieszcze sygnały o niewiadomym znaczeniu. Rosyjska kawaleria nie ustępowała, pędząc przed sobą piechotę niczym bydło i tylko zrządzeniem losu żadni jeźdzcy nie skierowali się jeszcze w ich stronę. Wyraźnie jednak widzieli, że z tyłu tłum jazdy gęstniał, co oznaczało, że kompletnie zapanowała ona nad tym fragmentem pola bitwy. Jeżeli tamci zdecydują się ruszyć naprzód, to na pewno ich wypatrzą i z pewnością nie zdołają im uciec. Arthur zaczął zwalniać i było jasne, że opuszczają go siły i wkrótce nie będzie w stanie iść dalej. Na razie naprzód pchała go desperacja, ale nawet ona nie pomoże, gdy mięśnie w końcu odmówią mu posłuszeństwa lub za bardzo się wykrwawi. Z zamyślenia wyrwał ich huk dział, który znowu stał się dobre słyszalny.

– Co, znowu? – zapytał zrozpaczonym głosem Serge – Jakim cudem ich armaty mają taki zasięg, na pewno idziemy w dobrym kierunku?

– To nasi – odparł Arthur – Spójrz, na przedmieściach stoi co najmniej jedna bateria i pruje do Rosjan. Wcześniej miałem wrażenie, że w czasie najgorszej śnieżycy dostaliśmy ogień artyleryjski w plecy, od własnych jednostek.

– Jeżeli to nasi, to znaczy, że jesteśmy niedaleko naszych linii, prawda? – zapytał z nadzieją Serge – Jeszcze trochę i może znajdziemy bezpieczne schronienie. 

Przed nimi znajdowało się przewrócone ogrodzenie. Przeszli przez nie i stwierdzili, że wchodzą na teren cmentarza, o czym świadczyły liczne nagrobki. Kiedy jednak Serge próbował ciągnąć swojego towarzysza naprzód, ten jęknął i osunął się na ziemię.

– Nie dam rady, przepraszam – wydyszał – Muszę chwilę odpocząć. 

Wbrew składanym sobie obietnicom, Serge nie porzucił kolegi, lecz pomógł mu usiąść i oprzeć się o najbliższą pionową płytę nagrobną o sporych rozmiarach. Na razie z daleka widział tylko małe grupki jeźdzców, ale nie wątpił, że wkrótce pościg ich dosięgnie i nie pozostanie im nic innego jak próbować walczyć. Chciał nabić muszkiet, ale przypomniał sobie o wcześniejszym niewypale. Nie miał czasu na bezpieczne rozładowanie pocisku i prochu i zaczął zastanawiać się, czy nie nasypać prochu na panewkę i jeszcze raz spróbować wystrzelić zawartość lufy. Zanim jednak zdecydował, jego uwagę przyciągnął tak wielki huk, iż odnosił wrażenie, że towarzyszą mu delikatne wstrząsy ziemi. Takie odgłosy mogła wydawać tylko kawaleria. 

– A więc jednak, Rosjanie przeprowadzali ostateczny atak – pomyślał. 

Nabijanie broni straciło w oczach Serge’a jakikolwiek sens – co jeden muszkiet miałby zdziałać przeciwko setkom konnych żołnierzy? Wyjrzał zza nagrobka, ale nie widział jeszcze atakującego przeciwnika. Rzucił okiem na Arthura, ale ten miał na wpół zamknięte oczy i wyraźnie zaczynał odpływać. Zostawić go i uciekać? Nie potrafił się na to zdobyć, zresztą sam też był już wyczerpany. Rzucił okiem na napisy na nagrobku:

Hans Meyer [dalej niezrozumiałe słowa] AD 1798.

Czyżby był to rok śmierci tego człowieka? 

– Co za bezsens, ginąć w tych śniegach na krańcu Europy – pomyślał ponuro. – Pewnie wykopią na tym cmentarzu jakąś zbiorową mogiłę. A może nie? Może jazda przejedzie obok nawet ich nie zauważając?

Tętent kopyt narastał. Chwycił mocno muszkiet, spoglądając na czerwone ślady na bagnecie. Przypomniał sobie, że zdołał nim zabić jednego z wrogów. Ponownie popatrzył przed siebie, wypatrując pędzących mas kawalerii, ale widział tylko ostatki francuskich piechurów, którzy nie byli już ścigani tak energicznie jak wcześniej. Skąd więc pochodziły te odgłosy? Po chwili zdał sobie sprawę, że rżenie koni, tętent oraz dźwięki trąbek dochodziły od strony miasta! Pierwsze szwadrony jazdy, jadące pod francuskimi sztandarami, zaczęły pojawiać się obok cmentarza. Nie posiadał się z radości na widok sojuszniczych jednostek, które nie tylko miały ich uratować przed rosyjską jazdą, ale też świadczyły o tym, że armia nie została pobita! Od razu naszła go też myśl: dlaczego dopiero teraz?!

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress