Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

Iława

Nie będąc pewnym, czy chodzi o rozstrzelanie za tchórzostwo, czy rozstrzelanie przez wrogą artylerię, zaczął biec naprzód, na tyle szybko na ile zdołał w tych warunkach, potykając się o ciała rannych i zabitych towarzyszy. Zapanował tumult i nad ich skrawkiem pola bitwy unosiły się okrzyki szarżujących na bagnety żołnierzy. Wyglądało na to jakby to ataku poderwał się cały pułk. Mimo rzezi i tragicznej sytuacji jednostki ktoś nawet zdobył się na głośne “Viva La France”, co wywołało kolejną falę okrzyków. Serge nie wiedział dokąd biegnie, po prostu ruszył za pozostałymi żołnierzami. W pewnej chwili usłyszał przed sobą salwę z muszkietów i na jego oczach jeden z biegnących przed nim żołnierzy padł na ziemię łapiąc się za nogę. Gdzieś z przodu rozległ się szczęk oręża, kolejne wystrzały i jeszcze bardziej wzmożone okrzyki. Widoczność nadal była bardzo słaba, bo chociaż zamieć nieco zelżała, to śnieg nadal obficie sypał się z nieba. Serce mu zamarło, gdy dobiegł na tyle blisko aby zauważyć stojące przed nim, skierowane w jego stronę dwie armaty, ale szybko się zreflektował, że nie ma przy nich żadnej obsługi. Trochę dalej leżało kilka ciał w obco wyglądających mundurach, a po przebiegnięciu dalszych kilkudziesięciu kroków Serge dobiegł do bardzo dużej grupy francuskich żołnierzy, którzy w końcu przystanęli, zabierając się za reorganizację szyków i przeładowanie broni. Czyżby szarżą na bagnety przegnali część artylerzystów i ochraniających ich piechociarzy? Zewsząd dochodziły rozkazy, nakazujące przegrupowanie. Serge nie miał pojęcia gdzie zniknęła jego kompania, ośnieżone, mokre, oszołomione twarze wydawały mu się zupełnie obce. Dokąd ma iść?!

– Czwarta kompania 1 Batalionu, czy to czwarta kompania? Gdzie jest czwarta kompania?! – zaczął nerwowo rzucać dookoła pytaniami, które były albo ignorowane albo za odpowiedzią były puste spojrzenia otwartych szeroko oczu.

– TUTAJ!  – rozległo się w końcu wołanie – CZWARTA KOMPANIA, DO MNIE!

Serge podbiegł do krzyczącego żołnierza, w którym rozpoznał porucznika Garniera, zastępcę dowódcy kompanii!

– Jestem! Serge Martin, czwarta kompania – palnął, nie wiedząc co innego powiedzieć.

– Do szeregu, przechodzimy do linii!  – krzyknął oficer – LINIA, FORMOWAĆ LINIĘ! MUZYCY, GDZIE SĄ DOBOSZE?!

Serge doskoczył do grupy żołnierzy, którzy zaczęli ustawiać się w trzy długie linie. Jakiś kapral pchnął go od tyłu, przesuwając do drugiego szeregu. Formowany szyk stawał się coraz dłuższy, musiały więc dołączać do niego kolejne kompanie batalionu. 

W ich kierunku ponownie zaczęły latać kule armatnie. Jedne uderzały wprost w żołnierzy, powalając wszystkich, którzy stanęli na torze ich lotu, inne odbijały od ziemi, rykoszetem uderzając w nieszczęśników, którzy znajdowali się na ich drodze, a część przelatywała nad ich głowami albo przez puste przestrzenie między oddziałami, nie wyrządzając żadnych szkód. 

– Boże, czy to tak zawsze wygląda? – myślał roztrzęsiony Serge, spodziewając się, że lada chwila on sam padnie ofiarą jednego z tych pocisków, które tak okrutnie orały ich szeregi. Mimo to żołnierze nie ustępowali ze swoich pozycji, czekając na dalsze rozkazy.

– GOTUJ BROŃ! – rozległ się okrzyk.

Serge zdał sobie sprawę, że wcześniej wystrzelił pocisk i jego muszkiet nie był nabity. Trzęsącą się dłonią sięgnął do torby z ładunkami i wyciągnął jeden z nich. Papierowa osłonka w którą zawinięta była odmierzona porcja czarnego prochu oraz ołowiana kula nie była na szczęście namoknięta, chociaż dało się wyczuć odrobinę wilgoci. Otworzył panewkę swojej broni, odgryzł zębami końcówkę papierowej osłonki ładunku i nasypał z niego odrobinę prochu. Następnie zamknął panewkę i odwrócił muszkiet kolbą w kierunku ziemi, wsypując pozostałą część prochu do lufy, a za nim także ołowianą kulę. Odrzucił papierek, kuląc się jednocześnie na dźwięk pobliskiej eksplozji i z uchwytu pod lufą wyszarpał stempel. W nerwach miał problemy z trafieniem do wnętrza lufy, a gdy mu się udało, kilkoma energicznymi ruchami ubił wsypaną tam zawartość i schował stempel pod lufę. Gdy skończył, kątem oka zauważył, że był chyba jednym z ostatnich, gdyż mało kto ładował jeszcze swoją broń. Spojrzał przed siebie, ale za śnieżną zasłoną nie był w stanie wiele zobaczyć, być może rysowały się tam kontury jakiś postaci. Nie odważyłby się jednak stwierdzić, czy byli to Francuzi, czy Rosjanie. Inni zadecydowali jednak za niego:

– GOTUJ! – rozległ się okrzyk.

Serge przyjął postawę boczną i odciągnął kurek. Żołnierze z pierwszego szeregu przyklęknęli, dzięki czemu miał czystą linię strzału. Nie miał pojęcia do kogo celował, jeżeli przed nim znajdowali się jacyś wrogowie, to w jego oczach byli niewyraźnymi duchami, ledwo dostrzegalnymi zza śnieżnej kurtyny.

– OGNIA!

Nacisnął spust, ale nie usłyszał swojego wystrzału, który zginął w ogólnym huku oddanej salwy, a najlepszym dowodem na oddanie strzału był wstrząs jaki odczuł na prawym barku, na którym oparł kolbę muszkietu. Jeżeli wcześniej mógł jeszcze twierdzić, że coś przed sobą widzi, tak teraz został całkowicie oślepiony, gdyż do padającego śniegu dołączył dym po spalonym prochu. Huk z francuskich linii nie ustawał, co oznaczało, że ostrzeliwały się z wrogiem pozostałe kompanie oraz bataliony.

-PRZEŁADOWAĆ, OGIEŃ DOWOLNY!

Zza pleców słyszał rytmiczne bicie bębna, które z tego co pamiętał oznaczało właśnie rozkaz prowadzenie ciągłego ostrzału.

Serge zaczął ponownie ładować muszkiet, a gdy skończył, zdołał dojrzeć przed sobą błyski, za którymi nadszedł huk. Wyglądało na to, że wróg odpowiadał ogniem! Nie zauważył jednak aby wrogie kule wyrządziły w ich szeregach jakiekolwiek szkody. Oddał strzał w kierunku tych ogników i niemal natychmiast po tym padł kolejny rozkaz, nakazujący ruszać do ataku. Żołnierze maszerowali naprzód, trzymając muszkiety na wysokość bioder, skierowane lufami i bagnetami w stronę domniemanych pozycji Rosjan. Gdzieś daleko po lewej rozpętał się tumult, jakby część oddziałów wdała się w walkę wręcz. Niestety ponownie dała o sobie znać rosyjska artyleria rozmieszczona nie wiadomo gdzie, która znowu żłobiła wyrwy w ich szeregach, zabijając i raniąc żołnierzy w niewypowiedzianie brutalny sposób. Serge’a w szczególności przeraziło to z jakąś łatwością armatnie pociski miażdżyły kończyny nieszczęśników, którzy stanęli na linii ich lotu. Dobrze zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili jemu może przytrafić się dokładnie to samo.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress