Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

Iława

W ten sposób mijały kolejne minuty, podczas których na przemian zalewały go strach i nadzieja. Widoczność była fatalna z powodu nisko wiszących czarnych chmur, z których właśnie zaczął padać śnieg. W pewnej chwili zaczęli słyszeć dochodzące z oddali grzmoty, które zaczęły zakłócać spektakl rozmieszczania armii na pozycjach bojowych. Burza w środku zimy? Odgłosy stawały się coraz częstsze i szybko stało się oczywiste z czym mają do czynienia.

– Artyleria! Zaczęło się! – krzyknął ktoś za jego plecami.

– Co? Już? – rozległy się gorączkowe pytania – Przecież większość ludzi nie jest nawet na pozycjach!

– Zaskoczyli nas!

– Cisza w szeregach! – zagrzmiał głos stojącego w pierwszym szeregu kapitana. 

Serge nie był pewny, czy ma się gotować do walki, czy może ma zacząć się bać i chować, ale mimo fali pytań pozostali nie wyglądali na spanikowanych, co musiało oznaczać, że strzelano gdzieś daleko. Zresztą przed sobą mieli wzgórze i budynki i nie widzieli żadnych jednostek wroga, nie mogli być więc celem bezpośredniego ostrzału. Chwilę potem wystrzały stały się coraz częstsze i wyraźnie lepiej słyszalne. Mimowolnie nieco się schylił, chowając głowę między barkami. Zauważył to stojący po jego lewej żołnierz, którego nie chciał wcześniej zagadywać. Był mocno zarośnięty oraz czuć było od niego alkohol. 

– Tutaj nas nie dosięgnął – potwierdził jego wcześniejsze przypuszczenia. – Pamiętam cię, niedawno dołączyłeś do kompanii: kiedy się zacznie, po prostu idź przed siebie i nie myśl o spadających pociskach, bo i tak nic na to nie poradzisz. I trzymaj się jednostki, sam od razu zginiesz. Najlepiej rób to co ja i nigdzie się nie oddalaj.

Serge podziękował towarzyszowi za rady i spróbował wyprostować plecy, ale miał wrażenie, że nie jest w stanie stać tak dumnie jak na paradzie, czy na ćwiczeniach. Huk dział coraz bardziej się wzmagał, dominując wszystkie inne dźwięki.  

– Zachować spokój, to nasza artyleria zaczęła odpowiadać! – krzyczał jakiś oficer albo adiutant, który konno przejechał wzdłuż kolumny.

Wyglądało na to, że nie kłamał, gdyż zaraz potem rozpętała się wściekła kanonada, która mogła oznaczać pojedynek między kanonierami obu stron. Na prawo od ich pozycji Serge zdołał dojrzeć jakieś oddziały kawalerii, a nawet w tych złych warunkach pogodowych zauważył, że byli wspaniale umundurowani i prezentowali się znacznie lepiej niż reszta jednostek.

– Kto to jest? – zapytał żołnierza po lewej, który wcześniej do niego zagadał, ale odpowiedziała mu inna osoba:

– To gwardia naszego drogiego cesarza, któraś z należącej do niej jednostek kawalerii. Ciekawe, czy znowu będą sterczeli na tyłach, kiedy my będziemy odwalali całą robotę, a po wszystkim i tak dostaną nagrody i odznaczenia.

– Cisza! – rozległ się ponownie głos kapitana – To znowu Ty Louis, poznaję Twój głos. Jak Boga kocham, każę Cię w końcu wychłostać, ile można tolerować to ciągłe pyskowanie. Od trzech miesięcy jedno i to samo.

– Ale w regulaminie nie ma takiej kary panie kapitanie! – odkrzyknął pyskaty żołnierz, wywołując salwę śmiechu. 

– Sierżancie, przyprowadźcie go tutaj – rozkazał chłodno kapitan – Skoro ma tyle sił na gadanie, to zacznie bitwę w pierwszym szeregu kompanii. 

Rozkaz został szybko wykonany, a przez malującą się na twarzy Louisa arogancję przebijała się również wściekłość i chyba irytacja własną głupotą.

Jakiś czas potem wszyscy w kompanii zaczęli doceniać zajmowaną pozycję, gdyż na pułki stacjonujące nieco z boku wzgórza co jakiś czas zaczęły spadać pociski, a dochodzące stamtąd krzyki świadczyły, że zadały one pewne straty. Serge z trudem przełykał ślinę i nie mógł zrozumieć dlaczego jednostki, które nie weszły do walki trzymane są w zasięgu artylerii. Jeszcze raz zaczął lustrować teren, aby upewnić się, że nie mają przed sobą żadnych rosyjskich dział.

Wkrótce do huku armat dołączyło echo salw z muszkietów, co oznaczało, że do walki włączyły się jednostki piechoty. Daleko przed nimi zaczęły wznosić się kłęby dymu wydobywającego się z luf dział i broni palnej, które jeszcze bardziej przesłoniły niebo. Serge miał wrażenie, że z powodu panującego chłodu zaraz odpadną mu stopy, a podmuchy wiatru wdzierały się pod płaszcz, sprawiając, że zaczął trząść się z zimna. Z jednej strony oczekiwanie na to co miało nastąpić było nieznośne, ale jednocześnie znaczyło to, że przez ten czas nie muszą znajdować się pod ogniem i istniała szansa, że ominą ich najcięższe walki. Jak się jednak wkrótce okazało, było to tylko pobożne życzenie. Po jakimś czasie wokół pułków piechoty zaroiło się jak w ulu, gdy jeźdzcy zaczęli zaczęli przenosić między siedzącymi na koniach starszymi oficerami jakieś wiadomości, a Ci osobiście lub poprzez adiutantów zaczęli przekazywać je dalej. Następnie zagrały trąbki i wydano kolejno rozkazy:

– Batalion w gotowości! Kompanie w gotowości! – rozległy się okrzyki.

Serge starał się przyswoić dochodzące zewsząd polecenia, a do jego uszu docierały odgłosy wywoływane przez uderzające o bębny werble.

Kolejny raz zagrały trąbki, które tym razem miały oznaczać wymarsz. Nie zmieniając szyku, kolumnami, prowadzeni przez poruszających się konno majorów oraz pułkowników, ruszyli naprzód. Wbrew obawom Serge’a nie wspinali się na rozpościerające się przed nimi, ostrzeliwane wzgórze, ale zaczęli skręcać w prawo, poruszając się obrzeżami miasta, wzdłuż domów będących w znacznie lepszym stanie niż te pośród których przyszło im nocować. Kroczyli miarowo, pod wybijany na bębnach rytm, do którego włączył się dźwięk fletów oraz jeszcze innych instrumentów, których nie potrafił zidentyfikować. Musiał przyznać, że armia wiedziała jak podnieść żołnierzy na duchu, a w dźwięku samych bębnów było coś niezwykłego, co samo układało nogi do marszu, popychało naprzód i dodawało odwagi. Minęli kilka stacjonujących w tym sektorze jednostek, a także zauważyli, że w stronę francuskich linii zmierzali pierwsi ranni, przenoszeni przez swoich kolegów. Zauważył to także jeden z kaprali i przypomniał im, że pomaganie rannym bez wyraźnego rozkazu jest surowo zabronione. Serge nic z tego nie rozumiał, ale nie miał czasu na zadawanie pytań.

Po jakimś czasie zostali wyprowadzeni poza miasto, na otwarty, niemal bezdrzewny teren. Wzmagał się wicher, bijąc ich po twarzach, a opady śniegu stawały się coraz bardziej intensywne. Zabrzmiały nowe rozkazy, zgodnie z którymi bataliony miały przejść z kolumny marszowej do kolumny uderzeniowej. Na skutek tego przeprowadzonego bardzo płynnie manewru, na samym froncie batalionu znalazły się trzy kompanie, kolejne trzy, w tym ta do której należały Serge, znalazły się za nimi, a za ich plecami pozycje zajęły kolejne trzy. W ramach własnej kompanii Serge trafił do ostatniego, najbezpieczniejszego, trzeciego szeregu, z czego był bardzo zadowolony. Pozostałe dwa bataliony 16 Pułku przyjęły identyczny szyk – inne pułki wydawały się robić dokładnie to samo, ale nie był pewien, gdyż coraz trudniej było je zauważyć, z powodu śniegu, pchanego we wszystkie strony przez silne podmuchy lodowatego wichru. Na tyłach kompanii zgromadziła się część kaprali, gotowych poganiać każdego, kto ociągałby się w marszu i powstrzymywać każdego, kto próbowałby uciekać. Ktoś zaczął głośno zastanawiać się, dlaczego w pobliżu nie ma żadnej sojuszniczej kawalerii, która mogłaby osłaniać atak, ale nie doczekał się odpowiedzi. Gdzieś w oddali zagrała pułkowa orkiestra, przebijając się przez odległy huk armat. Następnie zawtórowali jej dobosze poszczególnych pododdziałów, oficerowie wykrzyczeli rozkazy, niektórzy przy tym teatralnie wskazując szablami w kierunku, w jakim miał znajdować się wróg i cały korpus ruszył naprzód, na bezpośrednią konfrontację z rosyjską armią.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress