Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

Iława

Pewnego dnia doszło do przełomu i udało im się dorwać Rosjan w jakimś pruskim mieście. Rozpętała się długa kanonada z muszkietów i armat, a do ataku pchnięto wielką liczbę jednostek piechoty. Podczas nocnych starć Rosjanie zostali wyparci, a ulice stały się istnym pobojowiskiem, pełnym poległych i rannych obu stron, porzuconego sprzętu i uszkodzonych budynków. Batalionom 16 Pułku przypadło zadanie ataku na cmentarz, ale gdy tam dotarli było już po wszystkim i nie musieli brać udziału w walkach. Potem Rosjanie przypuścili jeszcze jeden nieskuteczny kontratak, wzniecając przy tym kolejne pożary, które ogarnęły okolicę blaskiem ognia i gęstym dymem. Późną nocą ucichły werble i armaty i wyglądało na to, że aż do rana nie dojdzie do dalszych starć. Serge i jego jednostka ponownie mieli szczęście, gdyż atak Rosjan został wyprowadzony daleko od ich pozycji, dzięki czemu znowu nie musieli angażować się w walki. Zaczynał podejrzewać, że trafił do pułku, któremu dopisywała wyjątkowa doza pomyślności – podniosło go to na duchu i poprawiło grobowy nastrój, w który wpędziły go okropieństwa, których dotąd doświadczył.

Noc mieli spędzić w mieście, a raczej w jego ruinach. Oficerowie polecili im wypocząć i przekazali, że jutro najprawdopodobniej dojdzie do decydującej bitwy. O dziwo, weterani pułku przyjęli tę wiadomość z entuzjazmem, gdyż uważali, że zwycięstwo ostatecznie zakończy kampanię zimową. Kompania Serge’a zajęła nadpalone ruiny jakiejś stodoły, która wprawdzie nie miała już dachu, ale resztki jej ścian zapewniały chociaż minimalną ochronę przed wiatrem. Serge przycupnął przy małym ognisku, wokół którego zgromadzili się wycieńczeni towarzysze. Ogień dawał niewiele ciepła, ledwo grzejąc jego przemarznięte dłonie, ale był to jedyny luksus na jaki mógł sobie pozwolić. Jego mundur był brudny, a płaszcz przemoczony. W powietrzu unosił się swąd spalenizny oraz gryzący dym, od którego kucający obok żołnierze, a zapewne także on sam, mieli czerwone, przekrwione oczy. Grupa nie była zbyt rozmowna, wszyscy byli zbyt przytłoczeni zmęczeniem oraz obawą przed jutrzejszym dniem. Nie było też ani grama alkoholu, którym mogliby się rozgrzać i nieco ożywić, ani jedzenia, które wypełniłoby puste żołądki. Serge miał wprawdzie w wewnętrznej kieszeni kurtki owiniętą w chusteczkę małą kromkę chleba, ale powstrzymał się przed jej zjedzeniem, zachowując ją na rano. Nie była to spokojna noc: zewsząd dochodziły krzyki operowanych rannych oraz hałas wywoływany przez kawalerzystów, zrywających z dachów strzechy, którą z braku paszy zamierzali karmić swoje konie. Za radą jednego z kaprali Serge zabrał się za czyszczenie lufy swojego muszkietu, naostrzył bagnet oraz upewnił się, że ładunki z prochem i pociskami są zabezpieczone przed wodą oraz śniegiem. Gdy skończył, ułożył się do snu, starając się utrzymać miejsce jak najbliżej ognia.

Mimo niedogodności, udało mu się zasnąć i obudził się dopiero wczesnym rankiem, na dźwięk grającej na pobudkę trąbki. Gdy tylko otworzył oczy zauważył, że jego płaszcz częściowo zamarzł, skrzypiąc przy każdym ruchu. Po twarzy smagał go lodowaty wicher, a gdy spojrzał w górę, zobaczył jedynie szare sklepienie, utworzone z gęstych, ciemnych chmur, całkowicie przesłaniających niebo i blokujących dostęp promieni słonecznych. Zimno wdzierało się między ubrania i przenikało aż do kości. Jeszcze wczoraj liczył na poprawę warunków, ale gorzko się rozczarował, gdyż aura wydawała się jeszcze bardziej ponura i niesprzyjająca. Słyszał, że piekło jest gigantycznym morzem ognia, ale spoglądając na otoczenie doszedł do wniosku, że równie dobrze mogłoby wyglądać jak miejsce w którym się dzisiaj znajdował. Ledwo zdążył ogarnąć podstawowe czynności, załadować muszkiet i zjeść resztkę swojego chleba, a muzycy zaczęli grać sygnał na zbiórkę. Serge złapał plecak oraz broń i założył na głowę czako. Poganiani przez kaprali oraz sierżantów, zorganizowali się w kompanię, która następnie wespół z innymi połączyła się w jeden z batalionów, które z kolei zgromadziły się pod sztandarem 16 Pułku.

Serge dał się ponieść ludzkiej masie, podążając za oficerami, podoficerami oraz bardziej doświadczonymi towarzyszami. Następnie pułk otrzymał rozkaz utworzenia kolumny, czyli jak go uczono najlepszej formacji do szybkich przemarszów i w takim szyku wraz z innymi jednostkami ruszył naprzód, przy dźwięku fletów oraz bębnów. Wyżsi stopniem oficerowie prowadzili ich jadąc na swoich koniach, pilnując aby jednostka przemieszczała się we właściwy sposób. Serge zwrócił uwagę, iż są jednym z wielu pułków, które zmierzały w tym samym kierunku, zaciekawiony zagadał więc do maszerującego obok żołnierza:

– Wiesz dokąd idziemy?

– Gdybym wiedział, to byłbym na miejscu marszałka Augereau  – odpowiedział tamten, rozśmieszając tym kilka osób – Widziałem sztandary pułków z drugiej dywizji, więc idzie cały korpus, czyli pewnie z 10 000 żołnierzy – dodał bardziej konkretnie.

Serge przypomniał sobie, że gdy przydzielali go do pułku wspominano mu, że będą częścią VII Korpusu. Wtedy kompletnie nic mu to nie mówiło i dopiero teraz na własne oczy przekonał się jak wielkie było to zgrupowanie, mimo, że wielu z maszerujących żołnierzy była schowana przed jego wzrokiem za różnymi przeszkodami terenowymi.

Korpus zajmował pozycję w północnej części miasta, za wzgórzem cmentarnym, które atakowali ostatniej nocy. Poganiani przez podoficerów zaczęli zajmować docelowe miejsca, tak aby jednocześnie nie przeszkadzać innym przemieszczającym się pododdziałom. Pułk nadal zachowywał szyk kolumnowy, w którym kompania Serge’a znajdowała się mniej więcej w środku. Trzymał swój muszkiet w przepisowy sposób, z kolbą opartą na dłoni i lufą opartą o ramię, ale zaczął mu nieco ciążyć i chciał położyć go kolbą na ziemi – niemal od razu został za to zrugany przez sierżanta Moreau, który nakazał trzymać broń w górze. Zaczynał się niepokoić – mimo, że widział potyczki i w ograniczonym zakresie brał w nich udział, to nie mogło się to w żaden sposób równać z tym co go czekało. Zdawał sobie sprawę, że tysiące żołnierzy zaraz zostaną pchnięte do ataku i będa musiały bronić się przed rosyjskimi armatami, muszkietami, bagnetami i szablami. Czy sobie z tym poradzi? Do tej pory robił to co wszyscy i jeśli nie wystawiał nosa z szyku, to nikt do niego nie miał pretensji, ale co będzie w bitewnym chaosie? Co, gdy pod ogniem nakażą im zmienić formację na czworobok albo tyralierę, a on będzie stał na przodzie i będzie musiał zareagować jako pierwszy? Co, jeśli w nerwach zapomni jak się przeładowuje muszkiet albo przyjdzie mu strzelać z drugiego szeregu, uważając na głowę i uszy żołnierza stojącego przed nim?  A jeśli nie wytrzyma ostrzału i stchórzy? To jakieś szaleństwo, dołączył do armii ledwie kilkanaście dni temu i od razu każą mu brać udział w walnej bitwie.

Miał ogromną ochotę z kimś porozmawiać i zapytać o kilka spraw, ale zdążył już zauważyć, że gdy żołnierze są głodni, zestresowani i spięci, to nie mają większej ochoty odpowiadać na pytania nowego, którego właściwie nie znają. Zresztą nie znał żadnego z ludzi stojących po jego bokach. Dałby wszystko żeby teraz być w domu, a nie na tym śnieżnym pustkowiu. A może jednak nie będzie tak źle? Może uda się to przetrwać tanim kosztem, tak jak wczoraj, gdy nie musieli brać udziału w nocnych walkach o miasto? Na duchu podnosił go dźwięk pułkowych instrumentów, które nieprzerwanie grały miarowe dźwięki, mające utrzymać ich w gotowości. Szkoda, że sam nie potrafi na niczym grać, te cwaniaki z orkiestr zawsze zajmowały miejsce na tyłach. Zauważył, że nad wieżą miejscowego kościoła fruwały jakieś czarne ptaki, zapewne wrony. Nie podobało mu się jak krążyły nad ich armią, jak gdyby oczekiwały, że wkrótce będą miały na czym żerować. Rozmyślania przerwała mu jakaś przechodząca obok jednostka, która ku jego zaskoczeniu głośno śpiewała jakąś pieśń. Skąd oni biorą w sobie tyle entuzjazmu? Byli prowadzeni przez kompanię składającą się z wysokich żołnierzy, w których umundurowaniu można było zauważyć sporo czerwonych elementów.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress