Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

ANKARA

Powyższe siły spiesznie maszerowały na wyznaczone pozycje, przy dźwiękach bębnów oraz najróżniejszych piszczałek. Takie same dźwięki, połączone z jakimiś tureckimi pieśniami wojennymi, dało się słyszeć z centrum osmańskiej armii, gdzie sułtan zgromadził elitarne jednostki janczarów i najlepsze oddziały spahisów. W pewnej chwili wzdłuż kolumny przemieszczających się Turków przejechał wyróżniający się na ich tle duży oddział, na czele którego łopotał sztandar z białym, dwugłowym orłem na czerwonym polu. Chorągiew księcia Stefana. Można było się tylko domyślić, że jako dowódca prawego skrzydła postanowił od samego początku osobiście nadzorować rozmieszczanie oddziałów.

Minęło sporo czasu nim przemaszerowały przed nimi ostatnie tureckie szeregi. Okazało się jednak, że nie był to koniec kolumny, gdyż za nimi poruszały się jednostki przyprowadzone przez albańskich i mołdawskich lenników Imperium Osmańskiego. To z kolei wywołało szemranie serbskich oddziałów, którym nie podobało się, że będą zajmować pozycję jako ostatni. Tamtych jednak było znacznie mniej niż Turków i narzekanie zostało szybko ucięte przez sygnał trąb, oznajmiający, że nadszedł i na nich czas. Do dowódcy chorągwi podjechał jakiś jeździec, który jak się okazało, miał poprowadzić ich na wyznaczone ich oddziałowi miejsce. Zabrzmiał okrzyk, a następnie krótki sygnał dźwiękowy. Pierwsza linia ruszyła naprzód, prowadzona przez przewodnika, a w ślad za nią podążały kolejne. Tym razem przemieszczanie przebiegało bardzo sprawnie i na ich drodze stała tylko poruszająca się w tym samym kierunku sąsiednia chorągiew. Minęli bardzo liczne zgrupowanie tureckiej jazdy, które usadowiło się na skraju prawej flanki, jak najbliżej centrum armii. Następnie poprowadzono ich wzdłuż frontu linii piechoty, co chyba oznaczało, iż na początek zostaną rozmieszczeni przed nimi, na pierwszej linii.

Po jakimś czasie poprzedzająca ich chorągiew zaczęła zwalniać, po chwili wykonując zwrot w swoje lewo. Ich oddział wykonał identyczny manewr, podobnie jak kilka jednostek znajdujących się za ich plecami. Znajdujące się nieco dalej oddziały zaczęły natomiast  wjeżdżać za ich plecy, formując w ten sposób drugą linię. Całość spowodowała sporo chaosu, a zatrzymujące się kolumny popadły w nieład. W odpowiedzi na to rozległ się podwójny, krótki dźwięk trąby, następnie podchwycony i powtórzony przez ich własnego sygnalistę. Był to nakaz formowania przez poszczególne chorągwie szyku kolumnowo-klinowego. Sygnał dźwiękowy uzupełniły rozlegające się dookoła, ustne rozkazy:

– FORMOWAĆ BOJOWĄ KOLUMNĘ ORAZ KLIN – rozlegało się wołanie – PODAWAJCIE ROZKAZ DALEJ!

– FORMOWAĆ KLIN ORAZ KOLUMNĘ! – wykrzyczał Jovan, przy okazji obracając się za siebie i zauważając znajdujących się nieopodal Vrata oraz Dejana.

Zawrócił konia i przygotował się do zajęcia miejsca w drugim szeregu klina. Po bokach, przed nim oraz za nim ustawiali się kolejni kopijnicy, a pozostali, lżej uzbrojeni jeźdzcy ustawiali się za ich plecami, w równe linie. Składająca się w dużej mierze z doświadczonych żołnierzy chorągiew przeprowadziła manewr bardzo sprawnie i po kilku chwilach cały oddział był w pełni gotowy do walki. Chorągwie po ich lewej stronie również zakończyły dyslokację, a po prawej jeszcze przez jakiś czas trwała kotłowanina, z której jednak po jakimś czasie również wyłonił się porządek i gotowy do walki szyk. Przez cały ten czas Jovan z niepokojem spoglądał na drugą stronę rozpościerającego się przed nimi pola: z tej odległości wrodzy żołnierze zlewali się w jedną masę, ale dało się wywnioskować, że oni również zajęci byli zajmowaniem pozycji bojowych. Zaczął się trochę obawiać, że tamci mogą rozpocząć walkę zanim ich skrzydło będzie w pełni gotowe do walki, ale uspokoił się, gdy zauważył, że posłano naprzód kilka oddziałów lekkiej jazdy, mających albo zniechęcić potencjalnych harcowników albo dokonać zwiadu nieprzyjacielskich linii. Najwyraźniej Mongołowie nie zamierzali jednak jeszcze atakować, dzięki czemu ich skrzydło mogło w spokoju dokończyć rozmieszczanie sił.

Próbując ocenić przydzielone im na prawej flance siły Jovan doszedł do wniosku, iż chorągwie ciężkiej, serbskiej jazdy, ustawione w dwóch rzędach, stanowiły kręgosłup i najważniejszą siłę uderzeniową prawego skrzydła. Za serbską jazdą pozycję zajmowała obserwowana wcześniej turecka piechota. Po lewej i prawej stronie piechoty oraz serbskiej jazdy ulokowano oddziały tureckiej kawalerii, dowodzone przez bejlików pochodzących z Rumelii oraz wschodniej Anatolii. Ci ostatni w wyraźny sposób wyróżniali się uzbrojeniem, zachowując najwięcej z kultury wojennej azjatyckich ludów, stając do walki jako typowa lekkozbrojna jazda. Dowodzący tym skrzydłem książę Stefan miał więc pod swoim dowództwem zróżnicowane, ale bardzo silne wojska. Jovan pokręcił z niedowierzaniem głową, gdy zdał sobie sprawę, że samo prawe skrzydło osmańskiej armii jest liczniejsze niż jakakolwiek armia którą mogli wystawić zjednoczeni serbscy władcy, czy nawet potężne, graniczące z nimi od północy Królestwo Węgier.

Spoglądał na pole bitwy z niepokojem, gdyż na skutek tych wszystkich przedbitewnych manewrów, ich chorągiew znalazła się na pierwszej linii, a on zajmował miejsce w drugim szeregu tej chorągwi. Oznaczało to, iż będzie jedną z pierwszych osób, które przyjmą na siebie główne uderzenie wroga. W normalnych warunkach uważałby to za zaszczytne i bardzo korzystne, gdyż jedna skuteczna szarża ciężkozbrojnej jazdy często wystarczyła aby złamać wrogi szyk i wygrać całą bitwę, ale tutaj i dzisiaj byłby ogromnym głupcem liczą, że starcie będzie miało taki łatwy przebieg. Przeciwnik był zbyt liczny i walczący w zbyt nietuzinkowy sposób, aby dało się to rozstrzygnąć w ten sposób. Zapewne czeka ich długa, ciężka i bardzo krwawa walka. Oby tylko Turcy i ich sułtan walczyli tak dobrze jak zazwyczaj.

Odgonił ręką próbującego wylądować na jego twarzy owada i zaczął dokładnie przyglądać się polu na którym mieli stoczyć bitwę. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, iż nie jest zbyt urozmaicone, ale za to idealne do kawaleryjskich potyczek. Rozciągało się na ogromnej równinie, jedynie w niektórych miejscach pofałdowanej przez bardzo niskie wzniesienia. Z racji niewielkich rozmiarów nie prezentowały one jednak żadnej wartości taktycznej i nie mogły wpłynąć na działania obu stron. Jeżeli krajobraz był wcześniej urozmaicony przez jakąś roślinność czy zabudowania, to musiały one zostać zniszczone, gdyż teren wydawał się zupełnie jałowy i nie znajdowało się na nim niemal nic godnego uwagi, poza pojedynczymi, spalonymi domostwami. Wyglądało więc na to, że na wynik starcia nie wpłyną żadne terenowe i pogodowe czynniki, a wszystko rozstrzygną miecze.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress