Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

ANKARA

Następnie przeniósł uwagę na swój poczet, który kilka metrów dalej kończył przygotowania. Kuzyn Vratko prezentował się niewiele gorzej od niego, różniąc się przede wszystkim brakiem płytowych ramion oraz hełmem bez ruchomej zasłony. Tak jak on był kopijnikiem i w szyku miał stanąć obok niego lub tuż za nim. Zarówno on jak i Vratko na ten moment nie mieli kopii, gdyż na rozkaz księcia Stefana wszystkie zostały zgromadzone w jednym miejscu, skąd miały być potem pobierane w trakcie walki. Miało to na celu uniknięcie chaosu związanego z poszukiwaniem własnych ludzi dostarczających kopie w przerwach między starciami. Pozostali pocztowi mieli tradycyjnie zająć tylne szeregi, z racji zdecydowanie słabszego uzbrojenia, które nie dorównywało jego własnemu, nawet pomimo subsydiów jakie zostały im udzielone przez niego w ostatnich latach i które wykorzystali głównie na zakupy koni, broni oraz zapasów na kampanię. Uzbrojenie ochronne jego pozostałych pocztowych stanowiły przeszywanice, kolczugi z donitowanymi metalowymi płytkami, otwarte, stożkowe hełmy oraz kapaliny. Uzbrojenie zaczepne stanowiły miecze, nadziaki oraz buzdygany. Grgur ponadto posiadał krótką, lekką lancę, a Vuk, Danilo i Dejan uzbroili się w kawaleryjskie kusze, których mogli używać z końskiego grzbietu.

Jovan podszedł do swoich ludzi, mimowolnie pobrzękując założoną zbroją. Piątka zbrojnych oraz kręcący się dookoła pachołkowie zwrócili się w jego stronę. W pierwszej kolejności podszedł do Vratka, przywitał i uścisnął mu dłoń. Kuzyn uprzejmie podziękował, ale jak zwykle miał ten swój zacięty i arogancki wyraz twarzy człowieka, który chyba nie zdaje sobie sprawy, że zaraz będzie ryzykował swoim zdrowiem, życiem i wolnością. Następnie zwrócił się do najmłodszego w tej grupie Dejana z prośbą o ponowne sprawdzenie wszystkich pasów i mocowań jego zbroi, co ten natychmiast wykonał. W międzyczasie Jovan zaczął wypytywać swoich ludzi:

– Sprawdziliście  swoje osłony? Wasze kołnierze kolcze są porządnie zapięte pod szyją? 

– Tak jest – odparli niemal jednocześnie.

– A jak Twój brzuch? – zapytał Danila, którego z niewiadomych przyczyn od kilku dni nękały boleści kiszek.

– Niewiele lepiej, ale nic to. Dopust Boźy – odparł.

– Dasz radę walczyć?

– Oczywiście! – odpowiedział energicznie – O mnie nie trzeba się martwić, będę z Wami do końca.

Ta deklaracja została przyjęta przez pozostałych milczącym skinieniem głowy. Najwidoczniej świadomość gigantycznej rzezi do jakiej wkrótce dojdzie mocno siedziała w ich głowach, czego nie potrafiły ukryć nawet wymykające się czasami żarty. Po chwili zwrócił się do stojącego obok Branka:

– Dopilnuj aby zwinięto nasz obóz, przygotujcie wozy oraz konie. Jeżeli nie wrócę, to odpowiadacie przed Vratkiem, a jeśli on też nie wróci, to przed pozostałymi według starszeństwa. Jeżeli nikt nie wróci, to bierzcie co się da i uciekajcie na zachód, w kierunku Konstantynopola.

Branko i znajdujący się tuż obok pozostali pachołkowie wbili wzrok w ziemię, w zakłopotaniu szurając o nią stopami. Nie czekając więc na odpowiedź z ich strony, Jovan nakazał podać sobie czepiec, który wsunął na głowę. Pancerna czapa sięgała aż do linii klatki piersiowej, skutecznie osłaniając głowę oraz gardło. Pozostali uznali to za znak i zabrali się za kończenie własnych przygotowań. Nadszedł czas na założenie hełmu: najpierw podniósł zasłonę, a następnie, nie bez trudu, wcisnął go na głowę. Teraz czuł się prawdziwie zabezpieczony. Gdyby miał wybrać jeden jedyny element pancerza, który miałby nosić, to byłaby właśnie osłona głowy. Na razie nie opuszczał zasłony: osłona twarzy była wprawdzie użyteczna, ale przez wąskie wizury widoczność była bardzo mocno ograniczona i utrudniała komunikację oraz obserwację pola bitwy. Postanowił więc, że będzie ją opuszczał tylko w czasie szarży. Odebrał od Branka pancerne rękawice, wsunął je na dłonie i poruszał palcami, aby sprawdzić czy wszystkie elementy działają jak trzeba i czy ma zachowaną swobodę ruchów. Następnie przejął lejce i sprawnie wskoczył na grzbiet konia. Zwierzę w żaden sposób nie zaprotestowało, przyzwyczajone do ciężaru uzbrojonego jeźdzca. Odczepił przypiętą do siodła tarczę pomalowaną w skośne, czerwono-czarne pasy  i założył na lewe przedramię. Tak umiejscowiona, osłaniała niemal całą lewą część jego ciała, od kolana, aż po pierś. 

– Dajcie mi jeszcze wody – polecił.

Podano mu bukłak, z którego pociągnął porządny łyk.

– Nie zostało wiele Panie, będziesz jej potrzebował na potem – rzekł Vojislav, chyba starając się dać mu do zrozumienia, aby nie wypijał wszystkiego.

Posłuchał go i wypił tylko część zawartości. Następnie zwrócił się w kierunku swoich ludzi:

– Ruszamy do chorągwi! – powiedział mocnym głosem – Poruszamy się dwójkami, Vratko po mojej prawej.

Pocztowi sprawnie ustawili się we wskazany szyk i wspólnie zaczęli przemieszczać się do miejsca zbiórki ich oddziału. Vojislav i Branko zrobili im miejsce, rozstępując się na boki i gdy odjeżdżali, uczynili znak krzyża. Ruszając Jovan poczuł, że na czole gromadzą mu się pierwsze kropelki potu. Był wczesny ranek, ale już teraz było czuć zbierającą się w powietrzu duchotę. 

Poruszali się stępem, przez wyznaczoną między namiotami ziemistą ścieżkę, wydeptaną przez tysiące ludzi oraz zwierząt. Mijali kolejne namioty, których właściciele byli na najróżniejszym stopniu przygotowań – niektórzy dopiero wdziewali swoje zbroje, ale większość wydawała się gotowa do wyruszenia na pozycje. Co chwilę musieli się zatrzymywać, gdyż ludzie, konie oraz wozy nieustannie przecinały im drogę. W pewnej chwili Grgur musiał wyjechać nieco naprzód i dobitnie rozkazać jakiejś zgromadzonej na ścieżce grupie natychmiast się rozstąpić i zrobić przejście. Powtarzające się zatory spowodowały, że wkrótce na ścieżce utworzył się długi sznur jeźdzców, zmierzających do swoich miejsc zbiórki. Większość napotkanych ludzi wydawała się Jovanowi obca, ale zauważył też wiele znajomych twarzy, kilka razy pozdrawiając i otrzymując pozdrowienia. W pewnej chwili odniósł wrażenie, że przez otaczającą go wrzawę przebijają się obce dźwięki rogów i trąb, tak odległe, że nie mogły pochodzić ani z ich ani z tureckiego obozowiska. Czyżby słyszał sygnały z wrogiego obozu, gdzie również gotowano się do bitwy?

W końcu udało im się wyjechać z terenu zajmowanego przez namioty i mogli skierować się bezpośrednio na wyznaczony ich chorągwi kawałek pola, który znajdował się nieopodal. Pozostali żołnierze również tłumnie wylewali się z obozu, w poszukiwaniu swoich miejsc zbiórki. 

– Patrzcie, jest i nasza chorągiew, wygląda na to, że nie będziemy pierwsi – stwierdził Jovan, odwracając się do swoich ludzi.

Wokół chorążego trzymającego sztandar ich oddziału zgromadziła się już pokaźna grupa żołnierzy. Jovan zauważył swojego imiennika, pana sąsiadujących ziem, który zszedł z konia i w swojej pięknej, czarnej zbroi stał otoczony przez wianuszek swoich pocztowych. Zauważył też Todora Vlatkovića, weterana kampanii nikopolitańskiej, z którym spędzili sporo czasu podczas marszu pod Ankarę. W pierwszej kolejności chciał jednak skierować się do dowódcy chorągwi Dragoslava Crnojevića, aby zameldować o swojej gotowości.

– Vratko, jedź ze mną, a Wy poczekajcie tutaj – rozkazał.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress