– Zna ktoś turecki? Co on powiedział? – ktoś rzucił pytanie.
Odpowiedź nadeszła zza pleców Jovana, ze strony pocztowego, którego nie znał.
– ,,Zdrada”. – oznajmił twardym, gniewnym głosem. – Ten Turek powtarzał słowo ,,zdrada”.
Tłumaczenie podziałało na nich jak uderzenie bicza i pomimo panującego upału, zmroziło im krew w żyłach. Wiadomość szybko została przeniesiona do pozostałych żołnierzy chorągwi, wywołując niemałe zamieszanie i lawinę pytań:
– Co?! Jesteś pewny? Tamci odjeżdżający żołnierze zdradzili swojego władcę? Przecież to Turcy, Bajazyd jest ich sułtanem!
Niektórzy starali się uspokoić swoich towarzyszy:
– Nawet gdyby była to prawda, to i tak była to tylko garstka Turków walczących na tej flance, reszta dzielnie staje przez cały dzień – stwierdził przytomnie Vratko.
Zewsząd padały jednak rozgorączkowane, zwiastujące panikę pytania:
– A jak będzie ich więcej? A jeśli zaraz zdradzą kolejni?
– Uspokójcie się – powiedział spokojnie Vukdrag, ich nowy tymczasowy dowódca chorągwi. – Jeszcze nic nie wiemy na pewno, tamten Turek mógł się mylić. Poza tym ciągle mówimy o niewielkiej części wojsk na tej flance. Nawet jeśli ktoś zdradził, to mogło być to tylko kilku głupich, nic nie znaczących bejlików. Najmniej rozważną rzeczą jaką możemy zrobić to poddać się panice. Chcecie rzucać się do bezmyślnej ucieczki mając na karku hordy konnych łuczników? Macie się zreorganizować i sformować szyk uderzeniowy. Gdzie jest nasz cholerny sygnalista?
– Tutaj, Panie! – oznajmił głośno, nadjeżdżając zza jego pleców.
– Zagraj natychmiast rozkaz formowania szyku – rozkazał dowódca.
Rozbrzmiał sygnał, ale zaraz potem podjechał do nich jakiś goniec, głośno pytając kto tutaj dowodzi. Po wskazaniu Vukdraga goniec oznajmił, że książę Stefan wzywa dowódców najbliższych oddziałów na pilną naradę, w związku z czym ma natychmiast za nim podążyć. Dowódca wykonał polecenie, jednocześnie przekazując na czas swojej nieobecności komendę nad chorągwią…Jovanowi. Może po prostu wydawał mu się najstarszym wiekiem i pozycją żołnierzem, którego miał akurat pod ręką? Vratko i Grgur spojrzeli na niego z uśmiechami na twarzach.
– Słyszeliście, do szyku – głośno oznajmił Jovan, postanawiając jak najlepiej wykonać powierzoną mu rolę i uznając, że jest to jedyny sposób na odzyskanie panowania nad sytuacją.
Nie oznaczało to oczywiście, że nie targały nim obawy. Strata części sił, które postanowiły zdezerterować to jedno, ale co w sytuacji gdy tamci jednak nie uciekną i zechcą ich zaatakować? Z niepokojem spojrzał na centrum armii, w którego kierunku odjechały rzekomo zdradzieckie tureckie oddziały, ale nawet na końskim grzbiecie znajdował się za daleko aby cokolwiek dojrzeć, tym bardziej, że między nimi znajdowały się liczne oddziały prawego skrzydła i rzesze konnych, kursujących między centrum a flankami. Jeżeli utracili te oddziały, to oznacza to, że przewaga liczebna wroga stanie jest jeszcze bardziej dotkliwa. Spoglądając na zgromadzonych pod chorągwią żołnierzy Jovan ocenił, że ich zasoby kurczą się w zastraszającym tempie, a z kolei zasoby przeciwnika zdawały się niewyczerpane. Narastający hałas dochodzący z atakowanych linii piechoty świadczył, że są one coraz intensywniej atakowane przez coraz liczniejszego przeciwnika. Piechurzy wspierani byli przede wszystkim przez te oddziały tureckiej jazdy, które nadal trwały na ich flance. Kwestią czasu będzie jednak konieczność dokonania jakiegoś kontrataku przez serbskie chorągwie.
Nowy dowódca ich oddziału powrócił dość szybko z pospiesznie zorganizowanej i przeprowadzonej narady. Zgromadził wokół siebie kilku najważniejszych żołnierzy chorągwi, wśród których znalazł się również Jovan i przedstawił im wiadomości, które udało mu się uzyskać.
– Powiem krótko i macie to zachować dla siebie. – zaczął – Odjeżdżająca turecka jazda nie zrobiła tego na rozkaz osmańskiego dowództwa. Były to najmniej karne tureckie oddziały, pochodzące ze wschodu Imperium. Nie wiadomo co zamierzają. Książę rozesłał gońców z wiadomościami oraz zwiadowców, aby wybadać co dzieje się w innych sektorach. Jednego z nich posłał do Bajazydajuż po drugiej szarży, z wiadomością sugerującą przeprowadzenie odwrotu. – tutaj dowódca przerwał na krótką chwilę i popatrzył po po przysłuchujących się twarzach. – Sułtan nie wyraził zgody, ponoć był bardzo pewny siebie, pomimo, że jego lewa flanka oraz centrum była atakowana z taką samą furią jak my tutaj. Wszyscy jednak uczestniczyliśmy już w bitwach, które rozstrzygały się z powodu nieoczekiwanych zdarzeń, więc nie traćmy nadziei, zaraz przejdziemy do kolejnego ataku. Niech Bóg będzie z nami.
– GRAĆ ROZKAZ FORMOWANIA SZYKU – krzyknął już na cały głos, tym samym kończąc relację.
Jovan zawrócił konia i z ciężkim sercem wrócił do swoich pocztowych, poganiany sygnałem trąby, który niósł ostatni wydany rozkaz.
– Czy powinniśmy o czymś wiedzieć, Panie? – zapytał od razu Grgur.
– Zaraz przechodzimy do ataku, przygotujcie się – odpowiedział sucho, stosując się do zaleceń dowódcy. Mimo pytającego wzroku swoich ludzi, nie dodał nic więcej.
Już dawno minęło południe, a on od wczesnego poranka nic nie jadł. Ignorował jednak pusty żołądek, gdyż wiedział, że nawet gdyby znalazł czas na krótki posiłek, to i tak ciężko byłoby mu cokolwiek przełknąć.
Ponownie zajął miejsce w szyku, tym razem w pierwszym szeregu, na bezpośrednie zaproszenie Vukdraga. Wywołało to u niego potężną irytację – nie wierzył żeby wśród najznamienitszych kopijników ponieśli aż takie straty, a więc część tych ,,dumnych” rycerzy musiała pochować się gdzieś na tyłach i trzeba było kimś obsadzić front formacji. Na odchodne rzucił jeszcze swoim pocztowym radę, aby teraz tym bardziej się pilnowali i nie ryzykowali bez potrzeby, a w szczególności, aby zwracali jeszcze większą uwagę na trzymanie się blisko siebie – dotychczas ten element nie funkcjonował w jego poczcie tak jak powinien. Ku jego niezadowoleniu nie wydano im żadnych kopii, mieli więc atakować tym co mieli przy sobie. Miejsce w pierwszym szeregu, pomimo swoich oczywistych wad, dało mu za to wspaniały wgląd na sytuację. Nastąpiła nowa koncentracja sił i gdy tylko ich spory, złożony z kilku chorągwi oddział przesunął się w kierunku linii walk, rozpostarła się przed nim panorama toczącego się, zaciętego starcia. Linie piechoty wypuszczały strzały w kierunku atakującej czagatajskiej jazdy, która śmiało zbliżała się do ich pierwszych szeregów. Okazało się też, że przeciwnicy nie dotarli do przegrupowujących się na tyłach oddziałów ciężkiej jazdy tylko dlatego, iż oprócz piechoty, linię frontu desperacko utrzymywali tureccy jeźdzcy oraz część serbskiej kawalerii – trzymana dotąd w żelanej rezerwie przez księcia Stefana, Vuka Brankovicia oraz pozostałych wodzów. Te wszystkie jednostki brały teraz na siebie ciężar walki, zasypując nacierających Mongołów pociskami, a w przypadku kawalerii dokonując powtarzających się kontrataków na zbliżające się jednostki. Liczebność wojsk Timura coraz bardziej szokowała Jovana i zastanawiał się, czy to możliwe, aby w każdym sektorze bitwy przeciwnicy byli aż tak liczni. Strefa walk na ten moment wyraźnie przesunęła się w stronę osmańskich linii, gdyż w czasie gdy oni próbowali się przegrupować, przeciwnik po prostu zalewał ich świeżymi oddziałami, przejmując obszary na których walczono wcześniej. Bardzo chciałby wierzyć, że to na nich skupiła się cała potęga wroga i w innych miejscach sytuacja wygląda dużo lepiej, bo jak narazie odnosił wrażenie, że na prawej flance atakują ich hordy przyprowadzone tutaj z każdego zakątka Azji.