Skip to content
Menu
Opowiadania historyczne
  • Strona główna
  • Artykuły
  • Opowiadania
  • Kontakt
Opowiadania historyczne

ANKARA

Wraz z upływem kolejnych chwil, tłumy walczących na prawej flance wydawały się przesuwać w ich kierunku, a sygnały pochodzące z najróżniejszych instrumentów stały się coraz lepiej słyszalne. Wkrótce zaczęły zmierzać ku nim mniejsze oraz większe grupy żołnierzy, a po nich całe tłumy, starając się skupić wokół sztandarów swoich oddziałów. Na ten widok przeszli w stan gotowości, nie wiedząc co oznacza ten powrót i czy w ślad za wycofującymi się sojusznikami nie kroczy przeciwnik, który może próbować pójść za ciosem. Okazało się jednak, że był to klasyczny odwrót i wyglądało na to, że przebiegał znacznie spokojniej niż w przypadku pierwszej szarży. Czyżby udało im się rozbić wrogie szyki? Pierwsi żołnierze zaczęli docierać do linii sojuszniczych wojsk, przejeżdżając pomiędzy odstępami pozostawionymi przez chorągwie lub w ogóle rozjeżdżając się na boki, chcąc wyminąć ich na flankach. Oszołomione twarze, pokryte kurzem oraz krwią zbroje, chwiejące się w siodłach sylwetki – powracający przedstawiali się w dokładnie taki sam sposób jak oni po swoim ataku. Przemykając obok raczej nie patrzyli się w ich stronę, chcąc jak najszybciej znaleźć się na tyłach. Potok kawalerzystów płyną się przez długi czas, a część powracających oddziałów stanowili Turcy. Jovan zauważył, że w co najmniej dwóch przypadkach na jednym koniu siedziały dwie osoby, co najprawdopodobniej oznaczało, że dodatkowi pasażerowie zostali zgarnięci podczas odwrotu. W pewnej chwili zauważył też, że grupa tureckich żołnierzy eksportowała dwóch obco wyglądających żołnierzy, którzy musieli być schwytanymi przez nich jeńcami. Po jakimś czasie napływ żołnierzy ustał, a przed nimi pozostali jedynie lekkozbrojni, tureccy kawalerzyści, którzy najwyraźniej nadal próbowali wdawać się w potyczki z małymi grupami Czagatajów. Patrząc przez ramię można było zauważyć spore zamieszanie na tyłach, takie samo jakie oni sami wywołali po swoim odwrocie.

Tymczasem przed pierwszą linię przejechali gońcy, niosąc polecenie przygotowania się do kolejnego ataku. Ku ich zaskoczeniu sygnały nakazujące atak zabrzmiały także za ich plecami, wśród dopiero co wycofanych oddziałów. Wokół Jovana rozległy się pytania:

– Nie dadzą im odpocząć? – zapytał jakiś zdziwiony głos.

– Co tam musi się dziać, że koniecznie muszą atakować wszystkimi oddziałami? – powiedział ktoś inny

– Może jest szansa na przełom – z nadzieją w głosie stwierdziła jeszcze inna osoba.

– A może tamtych jest tak dużo, że bez zwiększenia liczebności szarżujących nie mamy szans – skwitował ktoś z tyłu ponurym głosem.

Wydawało się, że podejrzenia o liczebności wroga mogą być prawdziwe, bo ten wydawał się nie przejmować dotychczasowymi stratami i nieustępliwie nękał ich oddziały, podjeżdżając pod linie piechoty i zasypując je strzałami. Na szczęście tureccy piechurzy sami uzbrojeni byli łuki i nie byli skazani na bezczynne stanie pod ostrzałem. Wsparciem służyła też turecka jazda. Strzały latały w obie strony, aż w końcu mniej liczni, zniechęceni mongolscy harcownicy zaczęli się oddalać w kierunku własnych linii.

Zagrzmiały trąby, nakazujące przygotować się do ataku. Perspektywa kolejnej szarży, w sam środek tego gniazda os, bez widoków na rychły przełom, nieprzyjemnie ściskała gardło. Z własnego doświadczenia Jovan wiedział jednak, że ten może nadejść niespodziewanie i czasami wystarczył jeden atak we właściwym miejscu i właściwym czasie aby zadecydować o losach bitwy. Oby to w końcu nastąpiło jak najszybciej, bo zawziętość i nieustępliwość wroga były bardzo niepokojące. Czuł jak pod zbroją spływa po nim pot, wsiąkając w materiałowe części jego ubioru i wywołując nieprzyjemne swędzenie. Trudno, nic na to nie poradzi – to nie najgorsza rzecz jaką cierpi i może cierpieć dzisiejszego dnia.

– Postaraj się trzymać jak najbliżej – zwrócił się do Vratka, pamiętając, że po pierwszym ataku na długi czas jego pocztowi zniknęli mu z oczu, co było niekorzystne i dla niego i dla nich.

Kuzyn potwierdził swoją gotowość do wspólnej walki. Niektórzy żołnierze nadal zachowywali bojowego ducha, głośno wykrzykując w stronę wroga przekleństwa oraz groźby.

W końcu zagrał sygnał do ataku. Jovan opuścił zasłonę hełmu i chorągiew powoli ruszyła naprzód. Na początku nie napotkali żadnego oporu, gdyż wszyscy harcownicy wroga gdzieś zniknęli. Nie oznaczało to oczywiście, że nikogo nie było w zasięgu ich wzroku – pojedynczy jeźdzcy przemierzali rozciągające się przed nimi pole, a także wyraźnie widoczne były oddziały walczące w centrum. Ich droga wiodła teraz przez utworzone podczas dwóch ataków pobojowisko, które z każdym krokiem coraz gęściej zasłane było elementami uzbrojenia – mieczami, szablami, toporami, łukami, hełmami, a ponadto martwymi ludźmi i końmi, a także niezliczoną liczbą leżących na ziemi lub wbitych pod najróżniejszymi kątami strzał. Napotkali sporo rannych i umierających, w tym tureckich i serbskich żołnierzy, ale mieli kategoryczny zakaz zsiadania z koni w czasie przygotowań do szarży.

Wkrótce majaczące z daleka masy mongolskich żołnierzy w szybkim tempie zaczęły się zbliżać. Zaczęli powtarzać wcześniejszą sekwencję ataku, stopniowo przyspieszając, w miarę skracania dystansu do przeciwnika. Utrzymanie formacji napotykało nieco trudności, gdyż zmuszeni byli do omijania wspomnianych, napotykanych na ziemi przeszkód, zdołali jednak zachować jako taką spójność i zaraz mieli rozpocząć szarżę. Jednakże, gdy tylko dzielący ich dystans uległ niebezpiecznemu dla Czagatajów skróceniu, a serbskie trąby zagrały sygnał do ataku, przeciwnik zaczął nawracać, ani na chwilę nie przerywając przy tym prowadzonego ostrzału. Najwidoczniej tamci nie zamierzali przyjmować szarży, być może nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami z bezpośrednich starć. Jadący przed Jovanem jeździec oberwał jedną z takich strzał, która na jego szczęście pękła na jego zbroi, nie czyniąc mu żadnej szkody. Wykonany przez wroga manewr miał poważne konsekwencje, gdyż część atakujących serbskich żołnierzy zdążyła wykonać rozkaz i rozpoczęła szarżę, co spowodowało spore zamieszanie i wysunięcie się do przodu przez część jeźdzców, co wyraźnie zaburzyło szyk. Na ich szczęście przeciwnik nie dokonał ponownego nawrotu, ale nadal kontynuował odwrót. Na ten moment mogli jednak co najwyżej oglądać plecy wroga, na których w wielu przypadkach podskakiwały zawieszone na nich lekkie, okrągłe tarcze, jakich zwyczajowo używały ludy wschodu. Przeciwnik miał bardzo dużą przewagę szybkości, bez problemu trzymając ich na dystans i nieustannie wypuszczając w ich kierunku setki i tysiące strzał.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24

Ostatnie opowiadania:

Iława

Ankara

Eknomos

    Zawartość tekstowa witryny objęta jest ochroną prawnoautorską. Zabronione jest jej rozpowszechnianie i edytowanie bez zgody twórcy.

    Polityka prywatności

    ©2026 Opowiadania historyczne | Powered by SuperbThemes & WordPress